Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coco Chanel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Coco Chanel. Pokaż wszystkie posty

Coco Chanel. Legenda i życie - Justine Picardie

3 sty 2012 | Etykiety: , | 0 komentarze |

Książka Picardie to prawdziwe kompendium wiedzy o Chanel i jej świecie, począwszy od narodzin małej Gabrielle w przytułku dla ubogich, gdzie zatrzymała się jej matka w pogoni za uciekającym kandydatem na męża, aż po dzień, w którym osiemdziesięcioośmioletnia Mademoiselle ostatni raz umalowała usta czerwoną szminką, od pierwszych strojów własnej produkcji, uwiecznionych na amatorskich fotografiach z przełomu pierwszej i drugiej dekady XX wieku po kostiumiki Jackie Kennedy i ukochane perfumy Marilyn Monroe. To również mozolna podróż przez różne półprawdy i nie-do-końca-prawdy - przekazywane przez samą Coco, jej krewnych, znajomych, współpracowników, utrwalone z mniejszą lub większą dokładnością przez dziennikarzy i poprzednich biografów – by ostatecznie, nadal nie znając części szczegółów, doznając lekkiego zgorszenia lub odczuwając niedowierzanie w konfrontacji z innymi, i tak schylić głowę przed Kopciuszkiem z owernijskiej wioski, który zrealizował europejską wersję „American Dream”: od sieroty przerabiającej oficerskie spodnie do właścicielki imperium mody, przynoszącego milionowe, jeśli nie miliardowe zyski. Cóż za niesamowita osobowość! Trudno zachować obiektywizm, pisząc o takiej postaci; Picardie, jak się wydaje, zbliżyła się do tego celu na odległość najmniejszą z możliwych. Doceniła, ale bez bałwochwalstwa; odbrązowiła, ale bez niezdrowej satysfakcji. Za to z ogromną wnikliwością i pracowitością, z dbałością o wymowę detali i o piękno języka (którego zachowanie w polskim przekładzie to ogromny plus dla tłumaczki). Całości dopełnia jeszcze bogaty materiał ilustracyjny w postaci niezliczonych zdjęć i rycin, doskonale wkomponowanych w tekst, i rewelacyjne rozwiązanie graficzne okładki (żeby je odkryć, trzeba zdjąć obwolutę). A wszystko razem to bardzo apetyczny kąsek dla każdego miłośnika biografii lub pasjonata historii mody. źródło: ksiazki.wp.pl

Flakon ponadczasowej kobiecości

5 lis 2010 | Etykiety: , | 0 komentarze |

Nic nie dopełni wizerunku tak dobrze jak zapach, który pozwoli poczuć się każdej kobiecie piękną niezależnie od czasów i mody, bo – jak twierdzi matka najbardziej legendarnych perfum wszech czasów: Chanel No 5 – ta przemija, a styl pozostaje.
Właśnie na styl stawiała słynna orędowniczka uznanej dziś za klasykę prostoty w modzie Gabrielle ‘Coco’ Chanel. Nawet jako rewolucjonistka była powściągliwa i zachowawcza. Jej przewrót polegał na pokazaniu światu, że w luksusie można czuć się wygodnie, a prawdziwa, ponadczasowa elegancja tkwi w szlachetnej prostocie. Francuska projektantka równie znana ze swoich kreacji, które wyniosły ją na szczyty sławy, co z silnego charakteru i burzliwej biografii, pokazała kobietom drogę do niezależności poprzez modę. Odebrała mężczyznom prawo wyłączności na noszenie spodni, dowodząc, że kostium może być zarówno szykowny, jak i kobiecy
Gdy jako uznana już projektantka zlecała stworzenie najsłynniejszych dziś perfum świata, jedynym warunkiem, jaki postawiła, było, aby firmowany przez nią zapach – pierwszy w historii perfum pod szyldem domu mody – pozostawił wszystkie dotychczas stworzone w tyle. Czyżby przypuszczała, że perfumiarskie dzieło podbije nosy elit i salonów, a jej pozycję w świecie mody przypieczętuje na wieki?

Wobec takiego życzenia Ernest Beaux – którego wprawny nos i intuicja nie były przypadkowe, gdyż wywodził się z rodziny odpowiedzialnej za perfumy na dworze carskim w Rosji – przystąpił do działania, puszczając wodze wyobraźni ze spotęgowaną mocą. Jeśli wierzyć krążącym w świecie mody pogłoskom, dopiero piąta zaprezentowana Gabrielle Chanel mikstura zyskała aprobatę królowej mody, co zyskało odzwierciedlenie w nazwie, umieszczonej na kwadratowym, przejrzystym flakonie, kryjącym złocistą kwintesencję kobiecości, który miał wstrząsnąć światem. Inni twierdzą, że piątka to po prostu szczęśliwa liczba Coco, i może trzeba im wierzyć, patrząc na karierę zapachu, który nie tylko zdetronizował inne pachnidła i ustawił wysoko poprzeczkę twórcom aromatycznych mikstur, ale wręcz urósł do rangi symbolu luksusu i przez dziesięciolecia utrzymuje się na listach bestsellerów z najwyższej półki.

Faktem jest, że stworzone w 1921 roku perfumy stały się ikoną popkultury, której ambasadorkami były kobiety równie eleganckie i sławne, co zapach, któremu użyczały swego wizerunku. Twarzą Chanel były dotąd francuskie gwiazdy, kojarzone z urodą, dobrym stylem i wyrafinowaniem: Catherine Deneuve, Carole Bouquet, Audrey Tautou, która ostatnio wcieliła się w postać twórczyni najsłynniejszych perfum w filmie „Coco Chanel”, oraz australijska gwiazda Nicole Kidman. Zanim jednak reklama rozpanoszyła się w świecie na dobre, zlewając się z codziennym krajobrazem, modę na Chanel szerzyły zwolenniczki prostoty i elegancji w jej wydaniu żyjące w latach 50. i 60.: Jackie Kennedy, Audrey Hepburn, Elizabeth Taylor, dla których Coco Chanel projektowała kreacje. Gdy w 1971 roku zmarła, pozostawiła po sobie pamięć, która nie przeminie, podobnie jak uniwersalna mała czarna jej autorstwa czy klasyczny kostium, który wyzwolił kobiety z więzów obowiązkowych sukni.

Coco Chanel nie tylko ofiarowała kobietom zapach, będący kwintesencją kobiecości, lecz także nauczyła je właściwie go używać, mówiąc nieco prowokacyjnie, jak to miała w zwyczaju, że powinno się je nakładać tam, gdzie chce się być całowanym.
źródło: media.wp.pl

Co ma wspólnego Martin Scorsese z perfumami Chanel?

25 sie 2010 | Etykiety: | 0 komentarze |

Martin Scorsese przygotował spot reklamowy dla Chanel. Laureat Oscara nakręcił klip promujący męskie perfumy Bleu.

Wyreżyserowany przez Scorsese klip doczekał się publikacji w internecie. W filmiku pojawia się francuski aktor, Gaspard Ulliel. Zdjęcia odbywały się na Brooklynie. Z efektem można zapoznać się pod tym adresem.

W marcu do polskich kin trafił najnowszy pełnometrażowy obraz Amerykanina, "Wyspa tajemnic".

Owocowy zapach Chanel? Już do nabycia.

15 mar 2010 | Etykiety: , | 0 komentarze |

Perfumy Chanel kojarzą się raczej z dostojną, mocną kompozycją zapachową.
Tym razem marka odświeża swój wizerunek proponując perfumy Chance, w których dominują owocowe i kwiatowe nuty.
Jest to wznowiona i nieco zmodyfikowana wersja perfum, które zostały stworzone w 2003 roku. Kompozycja, której autorem jest Jacques Polge łączy ze sobą zapach winogron, jaśminu i zielonej herbaty.
W kampanii reklamowej, za która odpowiada Jean-Paul Gaude pojawiła się Sigrid Agren.

Odpowiedniki chance w merin.pl

Scorsese reżyseruje dla Chanel

21 lut 2010 | Etykiety: , | 0 komentarze |

Laureat Oscara, Martin Scorsese, po raz kolejny będzie kreował twardy, męski wizerunek. Tym razem jego dzieło będzie miało nieco mniejszy i krótszy wymiar. Wybitny reżyser podjął się zadania wyreżyserowania krótkiego filmu reklamowego nowego męskiego zapachu Chanel.
W kampanii reklamowej, która swoją globalną premierę będzie miała we wrześniu, wystąpi francuski aktor Gaspard Ulliel, który jest nową twarzą zapachu.
Avack D'Andrea, prezes Chanel zajmujący się perfumami i kosmetykami, odmówił ujawnienia informacji o zapachu, nie zdradził również jego nazwy. Przyznał jedynie, że reklama już powstała.
czytaj dalej
"Reklama została nakręcona w Nowym Jorku, mieście, które jest nieodłącznym elementem filmowego języka Martina Scorsese" - powiedział D'Andrea.
"Chanel ma długą tradycję współpracy z najwybitniejszymi reżyserami filmowymi na świecie. Praca z Martinem Scorsese, który jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym z reżyserów, jest dla Chanel wielkim przywilejem" - podkreślił prezes Chanel.
Cóż, Chanel niezmiennie słynie ze swojej perfekcyjnej linii, tradycji i rozmachu w kreowaniu nie tylko strojów, ale również perfum i kosmetyków. Zawsze zatrudnia najlepszych aktorów i reżyserów do realizacji swoich krótkich filmów reklamowych. Wraz z kreowaniem produktu marka kreuje świat, który dany produkt otacza.
"Chanel współpracuje z reżyserami filmowymi, ponieważ oni potrafią oddać głębię, emocje i to, co nazywamy we Francji częścią duszy" - wyjaśnia D'Andrea.
"W przypadku Martina Scorsese wiedzieliśmy, że będziemy mieli do czynienia z typowym męskim światem pełnym złożoności, adrenaliny i oczywiście niezwykłych zdjęć" - dodaje.


źródło: PAP

Perfumy

Coco Chanel

28 cze 2009 | Etykiety: , | 0 komentarze |

Na tle burzliwego wieku XX tego rozgrywała się równocześnie jeszcze bardziej pasjonująca historia Gabrielle Chanel- historia nieprzeciętnej kobiety o niewiarygodnym życiorysie.

„Rzeczywistość bywa czasami bardziej zaskakująca niż fikcja”- mawiają ludzie kina i tak właśnie było w przypadku historii Coco.

Nawet najbardziej wymagającym scenarzystom nie marzy się taki materiał na scenariusz. W ponad 40 biografiach autorzy starają się prześledzić karierę Coco Chanel. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, jej życie zdaje się być kluczem do współczesności, wyraża charakter XX wieku, świata zatłoczonego, wiecznie w biegu. Ludzie przypominali Chanel - byli śmiali, przebojowi, kochliwi. Jej biografię czyta się jak dobrą powieść przygodową.

Coco Chanel przyszła na świat 19 sierpnia 1883 roku. Jej rodzina była biedna, mieszkali z dala od miasta. Osierocona przez matkę dziewczynka trafiła do sierocińca. Właśnie tam, pod czujnym okiem prowadzących placówkę sióstr zakonnych Coco podjęła swoje pierwsze próby krawieckie. W wieku 20 lat otrzymała pierwszą posadę, pracowała jako pomoc w pasmanterii. Haftowała, szyła. Na ogół jednak piekielnie się nudziła. Roznosiła ją energia. Sposobem na rozrywkę były dla niej częste wizyty w barach, kawiarniach.
Zaczęła śpiewać a publiczność wkrótce ochrzciła ją pseudonimem, który został z nią na zawsze- Coco.

Dzięki pomocy Etienne'a Balsana, zimnego i niewzruszonego hulaki, ale nieprzyzwoicie bogatego hodowcy koni wyścigowych, Coco rozwinęła skrzydła.
Balsan odkrył przed nią niezwykły, inspirujący świat wolności, arystokracji, świecie gier miłosnych, plotek i intryg. Otaczały ją tam kobiety wystrojone w strojne kapelusze, przypominające wielowarstwowe torty z kremem. Coco nigdy nie starała wkupić się w łaski tego towarzystwa.
Wręcz przeciwnie, zawsze się z niego wyróżniała. Dzięki tej jej inności Coco zwróciła uwagę tego jedynego...

Na tle burzliwego wieku XX tego rozgrywała się równocześnie jeszcze bardziej pasjonująca historia Gabrielle Chanel- historia nieprzeciętnej kobiety o niewiarygodnym życiorysie.

„Rzeczywistość bywa czasami bardziej zaskakująca niż fikcja”- mawiają ludzie kina i tak właśnie było w przypadku historii Coco.

Nawet najbardziej wymagającym scenarzystom nie marzy się taki materiał na scenariusz. W ponad 40 biografiach autorzy starają się prześledzić karierę Coco Chanel. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, jej życie zdaje się być kluczem do współczesności, wyraża charakter XX wieku, świata zatłoczonego, wiecznie w biegu. Ludzie przypominali Chanel - byli śmiali, przebojowi, kochliwi. Jej biografię czyta się jak dobrą powieść przygodową.

Coco Chanel przyszła na świat 19 sierpnia 1883 roku. Jej rodzina była biedna, mieszkali z dala od miasta. Osierocona przez matkę dziewczynka trafiła do sierocińca. Właśnie tam, pod czujnym okiem prowadzących placówkę sióstr zakonnych Coco podjęła swoje pierwsze próby krawieckie. W wieku 20 lat otrzymała pierwszą posadę, pracowała jako pomoc w pasmanterii. Haftowała, szyła. Na ogół jednak piekielnie się nudziła. Roznosiła ją energia. Sposobem na rozrywkę były dla niej częste wizyty w barach, kawiarniach.
Zaczęła śpiewać a publiczność wkrótce ochrzciła ją pseudonimem, który został z nią na zawsze- Coco.

Dzięki pomocy Etienne'a Balsana, zimnego i niewzruszonego hulaki, ale nieprzyzwoicie bogatego hodowcy koni wyścigowych, Coco rozwinęła skrzydła.
Balsan odkrył przed nią niezwykły, inspirujący świat wolności, arystokracji, świecie gier miłosnych, plotek i intryg. Otaczały ją tam kobiety wystrojone w strojne kapelusze, przypominające wielowarstwowe torty z kremem. Coco nigdy nie starała wkupić się w łaski tego towarzystwa.
Wręcz przeciwnie, zawsze się z niego wyróżniała. Dzięki tej jej inności Coco zwróciła uwagę tego jedynego...

Arthur „Boy” Capel był miłością życia Chanel. Wspierał ją we wszystkim, był jej ostoją. W 1910 pożyczył jej sumę niezbędną do otwarcia pierwszej pracowni mody na słynnej rue Cambon w Paryżu. Wkrótce potem otworzony został także butik w Deauville, zaraz potem w Biarritz i Cannes. Projekty Chanel odnosiły błyskawiczny sukces a dług zaciągnięty u Boya został w szybkim tempie zwrócony co do centa. Młoda stylistka Chanel została okrzyknięta geniuszem.

Kiedy kolorowe pisma rozpowszechniły jej najnowsze projekty, już nic nie było w stanie powstrzymać spirali sławy i popularności.
Może się to wydać dziwnym, ale cała ta historia z Boyem Capelem silnemu charakterowi Chanel nadała jeszcze rys wytrawnej męskości, opisywany później jako pierwiastek bezpłciowy, androgeniczny. Nie pozostało to bez wpływu na jej przyszłe projekty.

Coco naprawdę kochała się w męskiej garderobie. Z szafy Boya wykradała spodnie, piżamy, kapelusze i bluzy. Inni kochankowie również padali ofiarami jej garderobianych łowów. Od arcyksięcia Dmitrija pożyczała typową rosyjską bluzę- rubaszkę, grube płaszcze, futra i haftowane chusty. Z jachtu księcia Westminsteru wynosiła grube płótna żeglarskie, złocone guziki, białe mankiety i ozdoby oraz tweedowe kaftany. Oczywiście, elementy żeglarskiej mody pojawiające się w projektach Coco, różniły się od swoich prototypów subtelnością i lekkością, stylem nadanym im przez młodą projektantkę.

W 1921 roku światło dzienne ujrzał pierwszy sygnowany przez nią zapach- N° 5. Głównymi składnikami perfum były popularne zapachy róży i jaśminu. Po raz pierwszy w historii było rewolucyjne użycie aldehydów. Sukces był porażający. Kilka lat później Marilyn Monroe zapytana w co ubiera się na noc, odpowiadała lakonicznie: „Kilka kropel N° 5”

Można powiedzieć, że Chanel, stworzyła wyjątkowy styl, nowy język, właściwy początkowo tylko jej samej. Wymowa tego wszystkiego jest jednak bardzo jasna- perfekcjonizm w każdym calu.
Chanel była zuchwała, wybaczano jej to jednak, bo miała w sobie pewien rzadko spotykany instynkt i wyjątkowe wyczucie stylu.

Zaprojektowanie zjawiskowej małej-czarnej w 1926 , tylko potwierdziło to, co świat przeczuwał od dawna, Chanel to rewolucyjna dyktatorka mody!
,,Kobiety myślą o wszystkich kolorach, jednak dlaczego nigdy nie przyjdzie im do głowy ich brak”- słusznie spostrzegła Coco- „Czerń zawiera w sobie wszystko, biel również. Barwy te wyrażają piękno absolutne, odwieczną harmonię”.
W 1932 roku Coco zaprezentowała zakochanemu w sobie Paryżowi ekskluzywną kolekcję biżuterii, w całości poświęconą platynie i diamentowi- jej ulubionemu klejnotowi.

„Jeżeli wybrałam diament, to zrobiłam to dlatego, że jest to symbol najwyższej jakości, zamkniętej w najmniejszej z możliwych objętości.”

Chanel współpracowała z wielkimi swoich czasów - z Jeanem Cocteau i Pablem Picassem. Była też głównym sponsorem Stravinskiego, wspiera finansowo Diaghilewa, Radigueta i Pierre'a Reverdiego.
Do tego wszędzie jej było pełno. Można ją było spotkać w Wenecji, w towarzystwie pianistki Misia Sert, albo w paryskim Ritzu, który obrała sobie za dom.

Kobieta interesu, profesjonalistka, która nie zostawiała nic przypadkowi.

Jej rewolucyjne opinie od razu stają się aforyzmami: „Jeżeli urodziliście się bez skrzydeł, nie zabraniajcie im wyrosnąć.” lub „Nie podoba mi się, jak ludzie mówią o modzie CHANEL. CHANEL to przede wszystkim styl. Moda przemija, styl pozostaje.”.

W przełomowym 1939 roku Chanel zamknęła swój Dom Mody. Powróciła do projektowania w 1954 roku jako 71-letnia już kobieta. Po tak długiej przerwie zorganizowała pokaz i od razu... wznieciła kolejną rewolucję. Zaledwie po kilku pokazach, Chanel narzuciła światowej modzie swój styl- tweedowe komplety, torebki „2.55” z przeszywanej skóry, kamelie, dwukolorowe buty... Odzyskała niepodzielną władzę nad światem mody, który być może nie był wtedy świadomy, jak bardzo nadal jej potrzebuje.

Za kolekcję „Pour Monsieur” została uhonorowana Oskarem mody w Dallas.
Nagroda opatrzona była komentarzem- „dla najbardziej wpływowej twórczyni żyjącej w XX wieku”.

Istnieją wyraźne zależności między życiem prywatnym, a zawodowym artystki. Jej moda jest przesiąknięta własnymi doświadczeniami, tym, czego się nauczyła, tym, co sama odkryła.

Będąc kobietą niezwykle aktywną, uprawiała przeróżne sporty, dlatego projektowane przez nią ubrania nigdy nie posiadały zbyt wielu ozdób.

Biżuteria, którą proponowała do swoich kolekcji, to często taka, którą w rzeczywistości sama kiedyś otrzymała.

Podróże, spotkania, przyjaźnie, nawet złudzenia, wszystko to dotykało bezpośrednio jej pracy twórczej i składało się na jej efekt końcowy.
Tak powstało dzieło o solidnej konstrukcji, dzieło na miarę XX wieku.

„Tworzyłam modę przez ponad ćwierć wieku, dlaczego? Bo zawsze umiałam wyrażać epokę, w której żyłam.” - mawiała ta, która odeszła 10 stycznia 1971 roku, zaledwie na kilka dni przed i paryskim pokazem haute couture. otwierającym sezon wiosna-lato.

„Moje życie jest pewną historią, często jest to dramat- dramat kobiety samotnej- są tam słabości, jest też siła. To nierówna walka, którą wiedzie z zadziwiającą wytrwałością przeciwko sobie samej, mężczyznom spotkanym na swej drodze, uczuciom i innym pułapkom zastawionym przez świat”.

źródło: filmweb
Kup perfumy w dobrej cenie Dodaj do grona

Perfumy są jak pocałunek

| Etykiety: , | 0 komentarze |

My, kobiety z Owernii, to takie baby z charakterem. Silne, niezależne, uparte. Rozmowa z Audrey Tautou, aktorką grającą Coco Chanel.

Po francuskiej premierze "Coco Chanel" recenzent "Libération" napisał, że pani bohaterka jest zbyt łagodna w stosunku do temperamentnej Coco.

- Łagodna? Chyba przesadził! Zresztą ta rola nie miała być kopią Gabrielle, bo tak się naprawdę nazywała Coco, tylko moją interpretacją jej postaci. Film opowiada o młodych latach bohaterki, o tym, jak z niewykształconej, biednej dziewczyny z prowincji stawała się ikoną mody narzucającą swój styl damom z wyższych sfer. To mniej znany i bardzo ciekawy czas w jej biografii. Wybuchy złości miewała w późniejszym okresie życia.

Przeczytałam wszystko, co o Gabrielle napisano, studiowałam jej pozy, sposób palenia papierosa, i oczywiście kreacje. Wielu rad udzielili mi ludzie pracujący w domu mody Chanel. A przede wszystkim zaakceptował mnie Karl Lagerfeld.

Co poza tym, że jest pani drobną kobietą z pięknymi ciemnymi oczami ma pani wspólnego z Coco Chanel?

- Obie wychowywałyśmy się w tym samym rejonie Francji, w Owernii. Dom moich rodziców leży kilkanaście kilometrów od sierocińca, w którym pod okiem sióstr zakonnych dorastała Gabrielle, pozostawiona tam przez ojca po śmierci matki. Kobiety z Owernii to takie baby z charakterem. Silne, niezależne, uparte. Choć nie mogę nawet porównywać mojego startu w dorosłe życie z tym koszmarem i barierami, które musiała pokonać Gabrielle, to jednak obie marzyłyśmy, żeby uciec z prowincji i rozpocząć pełne przygód życie w Paryżu. Ona na początku, a ja w końcu XX wieku.

I ona, i pani odniosłyście sukces.

- Każda na swoją miarę. Mojego nie można porównać z rewolucją, jakiej dokonała w modzie i estetyce Chanel. Nie zdobyłabym się na taką determinację w dążeniu do celu, jaka stała się udziałem, a raczej koniecznością Gabrielle.

Łączy nas umiłowanie wolności, ale obie realizujemy ją inaczej. Ona zyskała niezależność i pozycję dzięki tytanicznej pracy. Nie założyła rodziny, umarła samotnie. Ja z kolei kocham moją niezależność od pracy. Że mogę sobie pozwolić na odrzucanie scenariuszy, że znajduję czas na czytanie ulubionych powieści Wiktora Hugo i Oscara Wilde'a, grę na pianinie, słuchanie Ravela, Chopina, Mozarta, na malowanie, spotkania z rodziną. Aktorstwo nie przysłania mi życia.

Co nowego o Coco Chanel dowiedziała się pani dzięki pracy nad filmem?

- Niewiele wiedziałam wcześniej o belle époque i ówczesnym porządku społecznym, w którym pozycja kobiety - nawet tej z wyższych sfer - była podporządkowana mężczyźnie. A co dopiero, gdy kobieta pochodziła z niższej klasy, jak moja bohaterka. Ona wcześnie uświadomiła sobie, że - paradoksalnie - droga do niezależności od męskiej dominacji prowadzi przez mężczyzn. Dlatego została utrzymanką francuskiego milionera Etienne'a Balsana. Nie była jednak do końca wyrachowana. We wszystkich kochankach szukała ojca i opiekuna, który porzucił ją, gdy była dziewczynką, a wcześniej zdradzał zakochaną w nim matkę. Pod pozorem chłodu skrywała wielką potrzebę bycia kochaną. I każde miłosne niepowodzenie przekuwała w pracę. Żeby nie rozpamiętywać.

A jednak doświadczyła szczęśliwej miłości.

- Tak, ale związek z angielskim arystokratą Arthurem Boy Capelem trwał krótko, bo on zginął w wypadku samochodowym. To był jedyny w jej życiu mężczyzna, który zrozumiał, że inność Coco to jej wielka siła. Wspierał jej pomysły, no i oczywiście je finansował. Dzięki jego pieniądzom otworzyła butik. Dziś moglibyśmy powiedzieć, że Capel był typem nowoczesnego partnera, który przyznawał kobiecie prawo do samorealizacji. Był jej kochankiem, przyjacielem i bankiem. Wie pani, dlaczego Chanel tak chętnie wykorzystywała męskie elementy garderoby w kobiecych projektach?

Dlaczego?

- Ona w taki sposób dodawała kobietom władzy i siły, kojarzonej wtedy wyłącznie z męskością. To przecież Chanel odważyła się wyrzucić gorsety, ubrać kobietę w spodnie i obciąć jej włosy. Wyprzedziła swoją epokę o całe lata świetlne. Myślę, że feministki miały w niej godną prekursorkę.

Ma pani w szafie garderobę od Chanel?

- Mam kilka ulubionych kostiumów Chanel. Lubię też jej pasiaste bluzki. Jednak na co dzień bardziej niż eleganckie garsonki cenię sobie luz i wygodę. Noszę wyciągnięte swetry, princeski i spódnice do kolan albo dżinsy i topy. Na premiery ubieram się w suknie od Jean-Paula Gaultiera, a na prywatne okazje noszę ubrania z kolekcji Isabel Marant.

Po udziale w reklamie perfum Chanel No. 5 została pani obwołana twarzą Chanel.

- Używam tych perfum, ale nie czuję się twarzą Chanel. To określenie nie wydaje mi się odpowiednie. Nie mniej od tego zapachu uwielbiam wąchać benzynę.

Mam jednak poczucie, że biorąc udział w reklamie wyreżyserowanej przez Jean-Pierre'a Jeuneta, uczestniczę w historii zapachu Chanel No. 5 kojarzonego wcześniej z Catherine Deneuve, Carole Bouquet czy Nicole Kidman. Do tej pory odrzucałam reklamy, ale tym razem powiedziałam "tak". Bo jeśli już moja twarz ma się komuś z czymś kojarzyć, to niech to będzie towar z klasą i charakterem.

Coco mawiała, że kobieta, która nie używa perfum, nie ma przyszłości. Zgadza się pani z tym?

- Tak. Zapach jest tak intymną częścią nas samych i tak tajemniczo ekscytującą, że zazwyczaj dzielimy się nim z osobami, które kochamy, z którymi chcemy być blisko fizycznie. Perfumy są jak pocałunek.

Kiedy w Paryżu wchodziłam do kina, jakiś chłopak stanął przed plakatem i skwitował: "O, Amelia gra Coco". Czy to ciągle pani problem?

- To nigdy nie był mój problem. Nie pozwalam moim bohaterkom zawładnąć sobą. Kiedy skończyliśmy zdjęcia do "Amelii", zamknęłam za sobą ten etap i rozpoczęłam nowy. Choć wiem, że dla wielu widzów cokolwiek zagrałam potem - to były kolejne wariacje na temat Amelii.

Zdaje mi się, że mieli trochę racji, bo takie "Bardzo długie zaręczyny" to znowu opowieść o zaklinaniu rzeczywistości i wierze w siłę miłości, która pokona wszystko...

- No dobrze! Lubię komedie romantyczne, bo dostarczają widzom wzruszeń i ucieczki od coraz mniej bajkowej rzeczywistości.

Szkoda jednak, że nie wymieniła pani innych moich wcieleń, które trudno utożsamiać z Amelią. Na przykład "Niewidocznych", w których zagrałam nielegalnie pracującą w Londynie Turczynkę, albo filmu "Miłość, nie przeszkadzać", w którym moja bohaterka Irene to wamp, kusicielka wykorzystująca starszych bogatych mężczyzn, czasem okrutna i cyniczna.

Gdybym kurczowo trzymała się komedii romantycznych, to nie przyjęłabym roli w amerykańskiej superprodukcji "Kod da Vinci". Chciałam zobaczyć, na czym polega praca w Hollywood, zdobyć doświadczenie.

Jednak nie rozsmakowała się pani w pracy za oceanem.

- Z lenistwa! To jest przemysł. Trzeba pracować po 16 godzin dziennie i wszystko podporządkować karierze. A z moim angielskim skazana byłabym na role emigrantek i cudzoziemek. Ciekawe role i świetnych reżyserów mam pod ręką we Francji.

Tutaj jestem u siebie. No i ludzie zachowują więcej dystansu wobec znanych aktorów. Jeśli założę kapelusz i okulary, mogę w Paryżu wyjść na ulicę. Mieszkam w dwupokojowym zagraconym mieszkaniu w starej kamienicy na Montmartrze, więc nie jestem łakomym kąskiem dla fotoreporterów. I Bogu dzięki!

źródło: wyborcza.pl
Kup perfumy w dobrej cenie Dodaj do grona

Miłość w Orient Expressie

14 maj 2009 | Etykiety: , | 0 komentarze |

„Uwielbiam miłość w wagonie sypialnym” – śpiewał Joe Dassin. Dziś, w czasach masowej turystyki, sleeping odzyskał dawną romantyczną aurę.
Szczytem wyuzdania jest Orient Express. W taką podróż wybiera się bohaterka nowej reklamy perfum Chanel nr 5, Audrey Tautou (zbieżność z bohaterką w filmie „Coco avant Chanel” przypadkowa). Jedzie mitycznym pociągiem do Stambułu i w nim spotyka mężczyznę. Ten, zafascynowany zapachem zakochuje się w niej oczywiście od pierwszego wejrzenia.

Tę mikrofabułę, którą od początku maja pokazuje nasza telewizja, nakręcił znany francuski reżyser Jean Pierre Jeunet, autor m.in. „Delicatessen”. Zdjęcia do dwuminutowego filmu trwały cztery miesiące. Wnętrza Orient Expressu ze szczegółami odtworzono w studiu. Nocne ujęcia pociągu są już prawdziwe, podobnie jak dworzec Haydarpasa w Stambule (Wenecję uznał reżyser za zbyt banalną). Najtrudniejsze były sceny nad Bosforem. Na moment, gdy na cieśninie nie będzie akurat żadnego gigantycznego tankowca, ekipa czekała wiele dni.

Etiuda Jeuneta emanuje marzycielską aurą delikatności, luksusu, tajemnicy i przygody. A to perfumy Chanel właśnie...
źródło: Rzeczpospolita

Kup perfumy w dobrej cenie Dodaj do grona

Najpierw twarzą perfum, teraz w roli Coco Chanel

14 wrz 2008 | Etykiety: , , | 0 komentarze |


Aktorka Audrey Tautou rozpoczęła zdjęcia do filmu o życiu legendarnej projektantki Coco Chanel.
W Paryżu rozpoczęła się właśnie produkcja filmu "Coco Avent Chanel" w reżyserii Anne Fontaine na podstawie książki Edmonde Charles-Rouxa "L’Irreguliere".

Twórcy filmu dokonali znakomitego wyboru powierzając główną rolę gwieździe filmu "Amelia", ponieważ Tautou została niedawno nową twarzą perfum Chanel No. 5 i wkrótce wystąpi w reżyserowanej przez samego Jean-Pierre’a Jeuneta kampanii reklamowej zapachu, która rozpocznie się w przyszłym roku równolegle z premierą filmu.

(żródło: Wenn)

Marilyn Monroe i Chanel No. 5

13 paź 2004 | Etykiety: , | 0 komentarze |


Marilyn Monroe skrapia się perfumami Chanel No. 5 (marzec 1955 roku)