Tabloid kusi własnym zapachem

6 wrz 2010 | Etykiety: | 0 komentarze |

Zapach czerwonego dywanu w twoim domu! Brytyjski brukowiec "The Sun" wprowadza na rynek swój nowy produkt - perfumy dla kobiet chcących się poczuć jak gwiazdy showbiznesu.
Zapach sukcesu o nazwie "Buzz" to połączenie bukietu bergamotki, wanilii, jaśminu i drzewa sandałowego.

Dzięki perfumom - według projektantów -można się poczuć jak gwiazda na czerwonym dywanie. Nad stworzeniem zapachu sukcesu pracowała znana perfumeria Dove Roja. Zapach ma być mieszanką stylów Sarah Jessici Parker, Sophii Loren, Beyonce Knowles i Cheryl Cole.
Cena zapachu czterech gwiazd? Jedyne 59 funtów za 50-mililitrową buteleczkę.
źródło: TVN24

DKNY Delicious Candy Apples

1 wrz 2010 | Etykiety: | 0 komentarze |


DKNY Delicious Candy Apples Ripe Raspberry to dojrzała słodycz, która w odpowiedni sposób eksponuje wyśmienitą soczystość owianą niezwykle smakowitym aromatem.

Nuta głowy: limonka, jabłko, malina.
Nuta serca: magnolia, piwonia, cukierki.
Nuta podstawowa: coca-cola.

Joop! Go Men

30 sie 2010 | Etykiety: | 0 komentarze |


JOOP! Go Men - Hot Contact to kolejna sezonowa kolekcja, urzekająca niezwykłą aurą gorącego lata.
Pełna energii, grająca na zmysłach kompozycja odzwierciedla namiętność, jaka rodzi się między dwojgiem ludzi, którzy poddają się tej wyjątkowej atmosferze.

Nuty zapachowe: lawenda, mięta, wetiwer, szafran, drzewo cedrowe, lukrecja.

Perfumy od Sugababes

27 sie 2010 | | 0 komentarze |


Zespół Sugababes planuje w tym roku wypuścić własną linię perfum. Panie pracują obecnie nad nową płytą, ale to nie przeszkadza im w realizowaniu innych przedsięwzięć. Każda z nich - Heidi Range, Amelle Berrabah i Jade Ewen - będzie miała swój własny zapach.

- Jesteśmy podekscytowane - napisała Ewen na Twitterze. - Właśnie widziałyśmy próbki naszych perfum. Będą się nazywać "Tempt", "Tease" i "Touch". Nie mogę się doczekać, aż je powąchacie!

Dyskografię Sugababes zamyka album "Sweet 7" z marca 2010 roku.

Co ma wspólnego Martin Scorsese z perfumami Chanel?

25 sie 2010 | Etykiety: | 0 komentarze |

Martin Scorsese przygotował spot reklamowy dla Chanel. Laureat Oscara nakręcił klip promujący męskie perfumy Bleu.

Wyreżyserowany przez Scorsese klip doczekał się publikacji w internecie. W filmiku pojawia się francuski aktor, Gaspard Ulliel. Zdjęcia odbywały się na Brooklynie. Z efektem można zapoznać się pod tym adresem.

W marcu do polskich kin trafił najnowszy pełnometrażowy obraz Amerykanina, "Wyspa tajemnic".

Kilka kropel luksusu na wyłączność

18 sie 2010 | | 0 komentarze |

Jeśli jesteście gotowi na naprawdę duży wydatek, "nos" wielkiej firmy perfumeryjnej, na podstawie waszych uczuć i wspomnień, stworzy dla was niepowtarzalny zapach

W Paryżu usługę taką oferują Francis Kurkdjian, Guerlain, Cartier i Jean Patou – kontynuując rozkwitający w XVIII wieku zwyczaj komponowania "zapachów na miarę".
Odbiorcy to wąska grupa bogatych szczęściarzy, gotowych zapłacić sumę stanowiącą równowartość samochodu i cierpliwie czekać prawie rok, by uzyskać "swoje własne" perfumy, które zostały stworzone przez renomowanego producenta i nigdy nie trafią na rynek. Co każe ulec takiej fanaberii, skoro co roku w sprzedaży pojawia się ponad 500 nowych zapachów? Przywilej używania perfum, których nikt nie rozpozna i nie zdoła kupić takich samych? Odnalezienie swojej tożsamości dzięki zmysłowi zapachu?

Tworzenie zapachu na zamówienie za każdym razem wygląda trochę inaczej. Odnowę tego rodzaju działania zapoczątkował w 2001 roku Francis Kurkdjian, twórca perfum Mâle Jeana Paula Gaultier. – Dziesięć lat temu wszyscy mówili, że chyba mam coś z głową, żeby się na to porywać – opowiada. Dziś krytycy zamilkli, chociaż ta działalność nie zawsze jest opłacalna. Ustalając cenę pierwszego flakonu perfum "na miarę" Francis Kurkdjian przypomniał sobie radę, jaką dał mu swego czasu ojciec: "Sprzedawaj bogatym!". Tak więc rozpoczynając działalność zadecydował, że prywatny zapach nie może być tańszy niż samochód Twingo.

Młody twórca na początku woli kontakt telefoniczny niż spotkanie twarzą w twarz. – Będąc anonimowym łatwiej powiedzieć różne rzeczy – tłumaczy. Ten początkowy etap służy "stworzeniu pierwszego zarysu zapachu".

Kurkdjian, autor "zapachowych instalacji" dla Wersalu i EXPO 2010 w Szanghaju, jest osobą świetnie zorganizowaną. Skłonny jest jeździć za swoim klientem po całym świecie, wyposażony w "perfume box" – kuferek z zielonej skóry, stanowiący mini-laboratorium i zawierający próbki setek składników (ambrę, pyłek irysa, goździki, wanilię…) oraz pipetki, flakoniki, pompki i aptekarską wagę. Inspiracją dla stworzenia perfum powinna być pamięć klienta. Mówić o zapachach znaczy mówić o sobie – przywoływać przeszłość, minione wydarzenia. Wysilić pamięć. Wyspowiadać się. – Czasem wygląda to jak seans u psychoanalityka – przekonuje Francis Kurkdjian.

Obecnie pracuje dla pewnej pary wielbicieli perfum – oboje poszukują swoich zapachów. Tylko jeden raz zdarzyło mu się przerwać pracę nad opracowywaniem magicznej formuły zapachu. Chodziło o kobietę, której podobała się każda jego propozycja – i każdą po dwóch tygodniach odrzucała.

Mathilde Laurent, "nos" Cartiera, wyznacza swoim klientom trzygodzinne spotkania w paryskim Salon des Parfums, przy ulicy la Paix. – Chcę wiedzieć, co lubią i co ich brzydzi, chcę poznać ich zapachową biografię, ich codzienne zwyczaje, pytam, czy podobają im się truskawki z kwiatem pomarańczowym, czy cytrynowym – opowiada. Przywołują dawne wonie i smaki, "bywa to cukierek, jaki ktoś zjadł mając 3 lata, a może 6, w drodze do Portugalii…".

Mathilde chętnie cytuje Gastona Bachelarda: "Zarówno w przeszłości, jak teraz, kochany zapach stanowi jądro intymności". Oto sama istota perfum. Następnie klienci delektują się dobrym winem, szampanem pachnącym różami czy fiołkowymi ciasteczkami. Ten hedonistyczny etap ma pobudzić reakcje zmysłowe. Później twórczyni zapachów zamyka się w swoim laboratorium, sporządzając tam dwa lub trzy próbne wersje produktu. Idealnie, jeśli w czasie drugiego spotkania klient zakocha się w swoim zapachu "od pierwszego powąchania".

Od roku 2005, kiedy to Cartier, po trwającej dziesiątki lat przerwie wrócił do perfum na zamówienie, Mathilde Laurent pracowała dla pięciorga indywidualnych klientów – na każdym zarabiając 30 tysięcy euro. Ale największą satysfakcją był okrzyk jednej z kobiet: "Tak, o tym marzyłam!".

Bernard Fornas, prezes Cartier International, wspominając swoją marokańską młodość zaryzykował i wybrał połączenie winnego grona z eukaliptusem. Próby powtarzano sześć lub siedem razy, trwało to w sumie osiem miesięcy. – To najwyższy luksus. Moja druga skóra – mówi teraz, zachwycony, że nikt w całym świecie nie pachnie tak jak on.

U Guerlaina wygląda to całkiem inaczej. Nie przyjmuje mnie "nos", czyli Thierry Vasseur, lecz Sylvaine Delacourte, szefowa działu oceny i rozwoju perfum. Ta wcześniej specjalistka od psychoterapii i morfopsychologii wypracowała swoją autorską metodę. – Niełatwo nakłonić ludzi do mówienia o zapachach. Pierwsze spotkanie dotyczy uczuć i pamięci. Każdy powinien sam odkryć, co jest dla niego proustowską magdalenką – mówi.

Wprawia więc przychodzącą do niej osobę w coś w rodzaju hipnozy, by przypomniała sobie "pozytywne" zapachy, te, które ją ukształtowały. – To bardzo silne przeżycie, niektórzy mają łzy w oczach. Często przywołują wspomnienia, które dawno wyparli – opowiada. Kolejny etap to bardziej konkretne zadanie: pani Delacourte podstawia klientowi pod nos zapachy, które jej zdaniem odpowiadają jego osobowości. Dopiero wtedy wkracza Thierry Vasseur i wytwarza perfumy, które kosztują, bagatela, 37 tysięcy euro za dwa litry.

U Guerlaina perfumy zamawiała Joséphine Baker, a także liczne koronowane głowy. W 2005 roku firma wróciła do tradycji zapachów na zamówienie i ponownie otwarła sklep na Champs-Elysées. Od tego czasu stworzyła produkty dla dwudziestu klientów, którzy nie chcą ujawniać swoich nazwisk. Dotarliśmy jednak do informacji, że do członków tego elitarnego klubu należy jubiler Lorenz Baümer i pewna sześćdziesięcioletnia dama, która pragnęła "odnaleźć zapach fabryki perfum, w której pracował jej ojciec". Oraz osoba uczulona na bardzo wiele składników, która na dziesięć lat w ogóle musiała zrezygnować z perfum. A także Japonka, żona Francuza, której marzeniem był zapach oddający charakter obu kultur.

Perfumy "na miarę" – to rozkosz dla bogaczy czy marketingowe szaleństwo? Bertrand Duchaufour, "nos" Artisan Parfumeur nie ma wątpliwości: – Generalnie ci, którzy pragną mieć "swoje" perfumy, nie mają zielonego pojęcia o zapachach. Spędziłem jeden dzień z taką osobą, dowiedziałem się wszystkiego o jej życiu, ale niczego o jej gustach. Nie rozpoznawała żadnego zapachu.

Czyżby zamówienie perfum na wyłączność było tak skomplikowane? Pan Duchaufour jest przekonany, że to przede wszystkim sposób budowania wizerunku przez renomowane marki. Tak naprawdę klientom dostarcza się "coś trochę spersonalizowanego, skleconego z wcześniej przygotowanych półfabrykatów" – podsumowuje.

Zdaniem konsultanta Nicolasa Olczyka, konsumenci są zagubieni wobec ogromu propozycji, nie potrafią już sami wybierać. Mniej bogaci uciekają się do półśrodków lub do pracowni perfumeryjnych takich jak Galimard, Patricia de Nicolai, Cinquieme Sens, Sarah Horowitz czy Mandy Aftel. Z kolei wielki londyński dom handlowy Harrods oferuje usługi "nauczyciela zapachów", Roja Dove’a, który, pobierając za godzinną konsultację 200 funtów, pomaga klientowi z istniejącej oferty wybrać to, co najlepiej do niego pasuje. I ostatnie, radykalne rozwiązanie, znalezione w internecie: strona Mydnafragrance.com zupełnie serio proponuje, za opłatą 139 dolarów, stworzenie niepowtarzalnych perfum na podstawie DNA klienta. A po miesiącu oczekiwania pocztą dostaniemy zapach-niespodziankę.

źródło: Le Monde

Punk rock i perfumy

| | 0 komentarze |


Na zaskakujący pomysł wpadli szefowie francuskiej firmy zapachowej Etat Libre D'Orange - stworzyli perfumy sygnowane nazwą punkowej legendy - Sex Pistols.
Twórcy zapewniają, ze zapach jest świeży, lekko cytrynowy i zaostrzony czarnym pieprzem. Aromat zawiera także nutkę paczuli.
"Zelektryzowany aldehydami, poczujesz przypływ czystej energii" - zapewnia producent.
Zapach opisywany jest jako "duch punkowy" zamknięty w buteleczce. Opakowanie zainspirowane zostało klasycznym nagraniem "God Save The Queen" Sex Pistols.
"Musisz buntować się przeciw tradycji, zwalczać konformizm i lekceważyć zapachowe konwencje" - przekonują producenci punkowych perfum.

Seksowne anty-perfumy Jennifer Aniston

26 lip 2010 | Etykiety: | 0 komentarze |

Jennifer Aniston stworzyła własną markę perfum, nazwaną Lolavie.

Aniston jest jedną z wielu gwiazd, które postanowiły sygnować własnym nazwiskiem zapach. Dlatego w decyzji aktorki nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że... nie lubi ona perfum.

- Szczerze mówiąc nie przepadam za perfumami - przekonuje Amerykanka. - Nigdy za nimi nie przepadałam.

Kompozycja zapachowa Lolavie ma odpowiadać preferencjom Aniston - jak zapewnia gwiazda, zapach jest "czysty i seksowny" oraz w zasadzie nie przypomina perfum.

Jennifer Aniston będziemy mogli podziwiać od 20 sierpnia 2010 roku w komedii "Tak to się teraz robi".

źródło: wp.pl

Perfumy od Katy Perry jesienią

24 lip 2010 | Etykiety: | 0 komentarze |

Jesienią na rynku pojawią się nowe perfumy firmowane przez piosenkarkę Katy Perry.
Amerykańska wokalistka nawiązała współpracę z koncernem kosmetycznym Firmenich i stworzyła własny zapach o nazwie Purr by Katy Perry z dominującymi nutami nektaru brzoskwiniowego, zielonego bambusa, kwiatów jaśminu i orchidei waniliowej. Gwiazda zapewnia w wywiadzie dla "Women’s Wear Daily", że perfumy, które pojawią się w sprzedaży w listopadzie, z pewnością zachwycą jej fanki.
25-letnia Perry postanowiła stworzyć własne perfumy, ponieważ zawsze fascynował ją świat zapachów i chciała pójść w ślady innych gwiazd.

"Chciałam stworzyć zapach, który nie przypomina niczego innego i jest zupełnie wyjątkowy. Zawsze intrygowały mnie zapachy i sama mam około 50 różnych perfum. Poza tym widziałam, że wiele moich koleżanek ze sceny muzycznej próbuje sił w tej branży, więc postanowiłam zrobić im konkurencję" - mówi gwiazda.

źródło: onet.pl

Vulva – perfumy prosto z... waginy

5 lip 2010 | | 0 komentarze |

Najbardziej ponętnym ponoć zapachem dla mężczyzn jest zapach „rozgrzanego” kobiecego łona. Dlaczego więc nie dać im tego, czego tak bardzo pragną, pod sam nos na co dzień?
Na pomysł perfum o zapachu waginy wpadła niemiecka firma zajmująca się produkcją i dystrybucją erotycznych gadżetów – Vivaeros. Jak tłumaczą jej przedstawiciele, w czasach przesiąkniętych syntetycznymi perfumami, bardziej lub mniej intensywnymi, zaciera się gdzieś prawdziwy zapach ludzkiego ciała. Ludzie maskują własną woń sztucznymi aromatami, nie doceniając własnego zapachu, najbardziej indywidualnej i podniecającej w łóżku rzeczy i zatracając jednocześnie całą intymność, jaka może się wówczas narodzić dzięki naturalnym, podniecającym feromonom.
Naszym największym wyzwaniem było stworzenie oryginalnego, zmysłowego, intymnego zapachu kojarzącego się z kobiecą waginą. Po wielu latach badań udało nam się stworzyć coś na miarę organicznej esencji tego miejsca kobiecego ciała, utrzymującej się naprawdę długo na skórze.

Malutką fiolkę, w której zamknięta jest VULVA, trzeba delikatnie potrząsnąć, by podnieść z jej dna główną nutę zapachową. Producent zaleca spryskiwać perfumami przegub dłoni, skąd – dzięki pulsującym pod skórą żyłom – zapach będzie najdłużej się unosił i był oczywiście najbliżej nosa. A potem pozostaje tylko zaciągać się aż do... no właśnie, własnego „rozgrzania się”.
Czy perfumy przyjmą się na polskim rynku? Na pewno podbiły już Japonię i Zachód – zamówienia na niemiecki wynalazek powoli zalewają producentów VULVY i to nie tylko ze strony mężczyzn. Również kobiety, zarówno homo- jak i heteroseksualne, pragną „podkręcić” swój zapach odpowiednią aromatyczną mieszanką. I kusić, kusić, nie tylko w łóżku.
Więcej informacji dla spragnionych zapachowej intymności na stronie vulva-original.com/de/